Teksty (Reklama: ,)

Po chwili rozległ się rozkazujący głos wodza: Zadeptać ogniska, żywo! Może jeszcze jakieś blade twarze są w pobliżu.Rozkaz wykonano niezwłocznie. W tumulcie, który trwał przez chwilę, zaświtała mi w głowie pewna myśl. Zrealizowałem ją z tą samą szybkością, z jaką się narodziła. Ogniska pogasły. Leżałem na ziemi, więc przy blasku dogasających plam mogłem jeszcze dojrzeć, że czerwoni krzątają się dokoła braci Snuffle, nie zwracając uwagi na pierwszą partię jeńców. Udało mi się szczęśliwie dotrzeć do obozu i zbliżyć do jeńców. Nie namyślając się długo, wziąłem za kark tego, który mi się zdawał być Dżafarem, i pociągnąłem go w tył, tam, gdzie przed chwilą leżałem.Indianie byli tak pochłonięci nowymi jeficami, że nie zauważyli mego manewru. Był to cud prawdziwy! Znowu dzieliły nas krzaki, mogłem więc wstać i wyprostowa~ się. Należało przede wszystkim pomyśleć o ucieczce, nie mogłem tu zostać ani chwili dłużej ! Wsadziwszy na plecy związanego jeńca,który milczał jak zaklęty, zacząłem biec. Zatrzymałem się dopiero wtedy, gdym się poczuł bezpieczny, Ułożywszy nieznajomego na ziemi, wyciągnąłem nóż, przeciąłem rzemienie, którymi był związany i rzekłem: Jesteś pan wolny.

(Reklama: , ,)